Jak to się zaczęło?
Moja historia

Kilka lat wstecz...

CZĘŚĆ 1.

Kocham tę pracę! Nie każdy ma takie szczęście w życiu, że może powiedzieć „po to tu jestem”. Ja się urodziłam, by być nauczycielką i przewodnikiem. Tego jestem pewna.

Gwar szkolnego korytarza, rozbiegane szczęśliwe dzieci, w końcu to koniec roku. Za oknem piękne słońce, na niebie żadnej chmurki. Uśmiechy, łzy pożegnania, kwiaty. Właśnie moi uczniowie odebrali świadectwa. Już się nie spotkamy we wrześniu, będą rozwijać się dalej w innej szkole. A ja zacznę kształtować nowe charaktery, uczyć ich i uczyć się od nich.- Przepraszam, czy mogę zająć Pani jeszcze chwilkę?-Wiki, a ty jeszcze tutaj? Pewnie, nie ma sprawy.- Chciałam jeszcze podziękować za te lata, tak od siebie.- Dziękuję bardzo, ale przecież podziękowaliście wspólnie z rodzicami…- Tak, ja wiem, ale ja chciałam dać Pani tę książkę, aby kiedyś po latach, gdy zobaczy ją Pani na półce, pomyślała o mnie. W środku jest kartka, pisałam ją bardzo długo, bo trudno mi było to wszystko, co chciałam Pani powiedzieć, ująć w kilku zdaniach.- Bardzo dziękuję. Obiecuję, że książka nie tylko będzie stała na półce, na pewno przeczytam.

Mystical Divination Scene

Obie wybuchłyśmy śmiechem. Usiadłam w ławce, rozpakowałam prezent. Na korytarzu szkolnym zrobiło się cicho. „Dom Holendrów” Ann Patchett. Nie czytałam tej książki „Świetnie”- pomyślałam – no to nadrabianie zaległości zaczniemy od tego”. Wakacje to czas, w którym wreszcie mogłam przekroczyć średnią krajowego czytelnictwa. Praca pochłaniała mnie tak bardzo, że w zasadzie na nic więcej nie pozostawało czasu. Projekty, prezentacje, tutoring, innowacja i kontakt z młodzieżą, a potem sprawdzanie, poprawianie, pisanie komentarzy do prac, czasami dłuższych niż sama praca, by coś pozostało nie tylko na tu i teraz, ale na potem.

Z książki wysunęła się zrobiona przez Wiki kartka. Zaczęłam czytać, a po chwili słowa stawały się rozmyte przez moje łzy wzruszenia „ Jestem pełna szacunku i uznania za ogromny wkład pracy, jaki włożyła Pani w swoją pracę, stając się dla mnie wzorem do naśladowania oraz przykładem nietuzinkowej osoby pełnej pasji. Dzięki Pani mogłam się rozwijać, dostrzegałam swoje dobre i mocne strony. W momentach niepewności była Pani osobą, która mimo wszystko pchała mnie do przodu i nie pozwalała mentalnie się poddać. Wszystko starałam się zapamiętać, jak np. otwieranie się a nie zamykanie na możliwości ciągłego próbowania”(…) O Boże! Takie słowa od 14-latki, to zaszczyt dla nauczyciela, ale i człowieka. Otarłam łzy i pomyślałam, że miło jest mieć świadomość, że to, co się robi, jest doceniane nie tylko przez uczniów, ale i rodziców. Ale czy wszystkich?…

Jeżeli zaciekawiła Cię moja historia i chcesz poznać jej dalszy ciąg, zapraszam do części II.

CZĘŚĆ 2.

Z błogiego nastroju wyrwał mnie dźwięk telefonu.-Tak?- Wiola, jesteś jeszcze w szkole? Możesz do mnie zejść?- Pewnie, zaraz będę.Rozejrzałam się po klasie, oczyma wyobraźni zobaczyłam siedzącą w niej 8d, westchnęłam i spokojnie zeszłam do sekretariatu.- Ja do pani dyrektor. Uśmiechnięta weszłam do gabinetu.- No, jestem, coś się stało, że wzywasz mnie w ostatni dzień szkoły?- Wiola, zamknij drzwi.- Co się stało? – poczułam lekkie zaniepokojenie. – To przyszło z wydziału oświaty – mówiąc, wyciągnęła pismo – Przeczytaj.Zaczęłam czytać i z każdym słowem czułam, że serce wali mi coraz mocniej, a krew odpływa nie wiadomo gdzie. Pismo – anonim – hejt, podważający moje kompetencje jako nauczyciela, ale także atakujący mnie personalnie jako człowieka, podpisano enigmatycznie „Rodzice”.- Ale w tym czymś nie ma ani jednego słowa prawdy – wyszeptałam kompletnie oszołomiona – Ja nawet nie wiem, jak to skomentować.- Ja wiem Wiola, ale coś takiego dostaliśmy i musimy na to zareagować. Pytałam już przewodniczącego Rady Rodziców, oni żadnej skargi nie mieli.- No, dobrze, ale co ja mam z tym zrobić? Jak mogę się bronić przed takim czymś, nawet nie wiem, jak to nazwać. Wiem, kim są ci „Rodzice”, jedna osoba. Ty też wiesz. To się nadaje do sądu o zniesławienie i pomówienie. Nawet nie potrafiła podać mojego nazwiska tylko inicjały.- Możemy tylko podejrzewać. Poproszę cię, byś się do tego odniosła na piśmie.

Nie wiem jak wyszłam z gabinetu, nie wiem jak wsiadłam do auta, nie wiem jak dotarłam do domu. Usiadłam na kanapie kompletnie odrętwiała. W głowie mi huczały kalumnie, które padły pod moim adresem. Żeby to choć w części była prawda, ale tam nic, NIC nią nie było! Myśli, pytania zalały ciszę domu. Telefon. -Tak? – Wiola, jesteś w domu? – zapytała dyrektorka- Tak.- Bałam się o ciebie, czy wszystko w porządku? Byłaś kompletnie blada, wychodząc z gabinetu. Myślałam, że się rozpłaczesz, a ty tylko bladłaś, a potem po prostu wyszłaś. – Przepraszam, nie wiem jak wyszłam i jak dotarłam do domu. Nie jest w porządku… i wtedy się rozpłakałam. Gdzie tam rozpłakałam, rozryczałam. Przerwałam rozmowę i wyłam jak ranny zwierz. 

Tysiące pytań nadlatywało z każdej strony, dlaczego?, po co?, jak można być takim człowiekiem, by chcieć drugiego tak upodlić? Co ja takiego zrobiłam? Po co mi było to wieczne angażowanie się w tę robotę? Mam za swoje! „Robisz za dużo”, „ nie masz dla mnie czasu”, „ciągle siedzisz nad tymi pracami”, „co ty znowu wymyśliłaś”… Wciąż to słyszałam. Ale to było moje życie! Inaczej nie umiałam! No i na koniec coś takiego.Za oknem piękne czerwcowe słońce zapraszało do cieszenia się latem, a ja trzy dni otulona w koc siedziałam na kanapie i zalewałam się łzami. Nie było mnie dla świata i świata nie było dla mnie. Trzeciego dnia, wzięłam do ręki album, jaki dostałam od moich uczniów na pożegnanie 8 klasy. Przez zaszklone oczy patrzyłam na uśmiechnięte buzie. Mój wzrok padł na ostatnią stronę albumu. (…)„Dziękujemy za pokazanie nam, że porażki mogą nas czegoś pożytecznego nauczyć, że gdy przeżywamy trudności, możemy odkryć swą siłę, że miłość i życzliwość często znajdziemy w najciemniejsze dni. Dziękujemy za codzienny przykład, jak być mądrym i dobrym człowiekiem, jak pracować z pasją.(…) 8d.” 

Jak mogłam zapomnieć o tym, czego uczyłam moich uczniów tyle lat? Jak mogłam zapomnieć zasadę, której zawsze hołdowałam „jeśli jedne drzwi się zamykają to po to, by mogły otworzyć się inne”. Już wiedziałam, co zrobić. Już wiedziałam, że nadszedł czas na to, by pasję – szkoła zamienić na inną. To dzięki moim uczniom, kartce Wiki wpadłam na to, że nadszedł czas, by zrobić coś dla siebie, a jednocześnie dla innych, tych, którzy będą tego chcieli, którzy wraz ze mną pójdą ścieżką moich pasji i wartości. Łzy i smutek zastąpił uśmiech i ekscytacja przed nowymi wyzwaniami. „(…) gdy przeżywamy trudności, możemy odkryć swą siłę(…)”, pisali moi uczniowie. Tego mi było trzeba! To właśnie miałam zobaczyć w tej chwili. Ja pomagałam im, teraz oni pomogli mnie… Zamknęłam drzwi z napisem „Szkoła” i otworzyłam nowe, za którymi krył się świat, czekający na mnie od dawna.

Jeśli chcesz dowiedzieć się skąd się wzięły moje zdolności ezoteryczne i pasja do rękodzieła, zajrzyj do części III.

CZĘŚĆ 3.

Inne życie przyszło bardzo szybko. Najpierw wróciłam do korzeni rodzinnych. Po wielu latach wyjęłam znów karty i jak mój dziadek ze strony ojca, zaczęłam robić odczyty. To po nim odziedziczyłam zdolności ezoteryczne. Przez większość życia starałam się zagłuszyć w sobie te umiejętności, mówiłam zawsze „nie lubię kart”, ale przed przeznaczeniem, przed tym co ma się w sobie, nie można uciec. Odpychane, wróci ze wzmożoną siłą. Wróciło, bo nadszedł ten czas. Dziadek był mistrzem w tej dziedzinie, ja staram mu się dorównać, jest dla mnie wzorem. Żeby podnieść swoje kwalifikacje, zrobiłam kursy u znanych i cenionych ezoteryków Krystyny Wojnar, Marty Martyny Jarzyńskiej i Mateusza Śmieszka. Mój dziadek wróżył kartami klasycznymi, ja czytam karty Lenormand czasami Tarota. Odczyty kart pokazały mi z jakimi problemami mierzą się ludzie. Pomoc im w odnalezieniu nowej drogi napawa mnie dumą i szczęściem oraz wdzięcznością za okazane mi zaufanie.  Nie przeżyję życia za klienta, nie mówię mu co ma robić, czytam jego historię z kart i podaję drogi wyboru, bo to my jesteśmy kreatorami naszego życia, nie karty. One tylko mówią, na co zwrócić uwagę, jak się ustrzec przed zagrożeniem i trudnościami, odkrywają to, co jest niepewnością.

 

 Wybór zależy od nas, nie od nich. Dzięki kursowi u Martyny odnalazłam swoje zdolności do pracy z energią i wahadełko stało się moim nieodzownym atrybutem. Moje zdolności do pracy z energią potwierdziły nie tylko znana numerolog, Aneta Polak – Myszka, ale przede wszystkim efekty mojej pracy. Nie jestem lekarzem i nie zastępuję lekarza. Moje działania polegają na wzmacnianiu energii, oczyszczaniu z zabrudzeń energetycznych czakr i aury, określaniu podczepów na aurze. Jestem przeszczęśliwa, gdy razem z klientami widzimy efekty pracy wahadła. Zresztą praca z wahadłem to też domena mojej rodziny.

Nowe życie, które przyszło do mnie tak niespodziewanie, to także inne pasje, które wtedy się rozwinęły.  Lato spędziłam na bieganiu po łąkach i szukaniu ziół, to z kolei zdolności odziedziczone po babci ze strony mamy, z którą jako dziecko zbierałam zioła. Zaczęłam robić maści, syropy, nalewki. Ponura jesień popchnęła mnie w kierunku robienia świec sojowych z naturalnymi olejkami, ziołami, kamieniami. 

Robię świece, które dzięki swoim właściwościom zapewniają relaks, ograniczają stres, poprawiają nastrój i wypełniają przestrzeń pozytywną energią. A na końcu pojawiło się rękodzieło. Uwielbiam tę pasję. Pomogła mi odzyskać spokój, nauczyć się cierpliwości, by po tylu latach życia w kieracie szkoły wreszcie się wyciszyć i móc zajrzeć w głąb siebie, posłuchać swojej duszy. Z czasem odkryłam, że w mojej rodzinie mam kuzynki, które też zajmują się rękodziełem i są w tym rewelacyjne. Jestem inną osobą. Nigdy nie wiemy, jakie siły w nas drzemią. Ja odkryłam swoją siłę, tak jak pisali moi wychowankowie, a moja energia i pasja to miłość, życzliwość i serce, które wkładam we wszystko, co robię i czym otulam innych.

 

Jeśli moja historia i mój światopogląd oraz podejście do życia Ci odpowiada, zatrzymaj się na chwilę, może Ci się spodoba i zostaniesz na dłużej. Może rozwiniesz swoje skrzydła i razem wzniesiemy się ku niebu.

Jeśli masz jakieś pytania lub chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami - Napisz.





    Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Violinka w celu udzielenia odpowiedzi na zapytanie oraz realizacji zamówienia złożonego za pośrednictwem formularza kontaktowego.
    Zapoznałam/em się z

    Polityką prywatności
    oraz Regulaminem sprzedaży.

    Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do realizacji powyższego celu.
    Administratorem danych osobowych jest Violinka, e-mail: violinka.s@gmail.com
    .
    Przysługuje Ci prawo dostępu do treści swoich danych, ich poprawiania, usunięcia oraz cofnięcia zgody w dowolnym momencie.