Z tego wpisu dowiesz się, co to znaczy, że miłość odchodzi i jaki to ma związek z energią.
„I choć nikt mnie tego nie uczył, wiem, że na tym polega miłość. Jeśli jest prawdziwa, sprawia, że człowiek staje się kimś więcej, niż był, kimś więcej, niż wierzył, że może być.” (Veronica Roth)

Kiedy spotykamy kogoś, kto wydaje nam się interesujący, z kim chcemy spędzać czas, chcemy być, to jakby raził nas przysłowiowy grom z nieba, jesteśmy przeszczęśliwi. Jeśli okazuje się, że mamy te same priorytety, zainteresowania, widzimy cudowną osobowość drugiej osoby, następuje trach!, zakochujemy się. Jesteśmy w siódmym niebie, hormony dają o sobie znać, a my uśmiechamy się do siebie, ludzi i świata. Energia nas nie tylko rozpiera, ale po prostu w nas buzuje. Bierzemy ślub pewni, że tak cudownie będzie przez całe życie, bo wreszcie znaleźliśmy tę drugą połówkę siebie. Jest cudownie, aż nagle któregoś dnia okazuje się, że w tym naszym związku jest coś nie tak. W niespodziewany sposób odkrywamy, że nasz partner ma wady, robi coś, co nam nie odpowiada, nie poświęca nam już tyle czasu, może czasem ignoruje. I o zgrozo, to co my zauważamy u niego, on niemal w tym samym czasie zauważa u nas. Co robimy, gdy słyszymy pod swoim adresem, „bo ty…” ? Zaczynamy się bronić, używając najczęściej słów „a ty…” I wtedy właśnie rozpoczyna się walka sił, a tak naprawdę walka o energię w związku.

Dlaczego mówimy, że miłość się kończy?, to nie o uczucie chodzi a o to, że zaczynamy być nawzajem zależni od swojej energii. Może to, co teraz powiem, wyda Ci się dziwne, ale do takiej walki przygotowujemy się już od dziecka. Mały chłopiec dorasta w obecności matki, która dba o jego bezpieczeństwo, żywi, opiekuje się nim. Ojciec jest wobec chłopca bardziej wymagający, ponieważ w ten sposób chce go nauczyć twardej prawdy o świecie, by w dorosłości był tym tzw. „prawdziwym mężczyzną” (cokolwiek to znaczy). W każdym razie męskie postrzeganie wychowywania syna to ogólnie rzecz ujmując szorstkość, matczyne czułość. W umyśle dziecka – chłopca zakorzenia się myśl, nawet podświadoma, że matka będzie zawsze, gdy jego poziom energii spadnie. Mała dziewczynka jest też najpierw pod opieką matki, ale dla niej matka jest kimś, kto wymaga, bo matka czuje się odpowiedzialna, by przygotować swoją córkę do roli żony i matki. Ojciec jest natomiast tym, który rozpieszcza swoją córeczkę i w jej podświadomości jest tym, u kogo zawsze można szukać obrony. Oczywiście mówię tu o najczęstszym schemacie, bo wiemy, że czasami jest w życiu dziecka inaczej, czasami nie jest w ogóle dobrze, bo rodzice nie spełniają swojej roli, z tych czy innych względów. Nie będę się nad tym rozwodzić, bo nie o to dziś mi chodzi. Wracajmy więc do naszych podświadomych przekonań z dzieciństwa. Dla chłopca matka to przystań, dla dziewczynki jest nią ojciec. Wynika to ze stereotypowych podziałów obowiązków rodziców i choć dziś to się na szczęście zmienia, to jednak z podświadomością niełatwo walczyć. Szczęśliwi ci, którzy w takich stereotypach nie byli wychowywani. Jednak psychologowie uważają, że nawet wtedy, kiedy unika się w rodzinach takich dróg postępowań, psychologiczne programowanie daje o sobie znać w związkach i prowadzi do walki o władzę energetyczną.

Na początku związku nasze energie się łączą, co daje nam poczucie spełnienia i całości. Wymiana energii jest obopólna i dlatego czujemy się tak świetnie. Nasz partner dostarcza nam wspomnienia nie tylko opiekuńczego rodzica, ale także uczucia, które nam wtedy towarzyszyły. Podświadomie zaczynamy tworzyć obraz partnera, który tak naprawdę ma niewiele wspólnego z tym, co jest rzeczywiście. Niestety przez to nie dostrzegamy tego, co w naszym partnerze jest naprawdę, widzimy tylko to, co nam się wydaje. Przysłowie mówi „miłość jest ślepa” i tak po prostu jest. Tę ślepotę tworzą nasze iluzje, a w połączeniu z niezaburzonym przesyłaniem sobie energii, tworzą z nas kaleki. W miarę upływu czasu, związek nabiera innych barw, bo zaczynamy widzieć to, co dotychczas zasłaniał nam woal oczarowania. Tym samym poziom energii się zmniejsza. Pojawiają się kłopoty życia codziennego i nagle okazuje się, że ta żona nie jest tą pocieszycielką i opoką, jaką w dzieciństwie była matka. Nagle okazuje się, że ten mąż nie jest tym, na kim zawsze można polegać, nie daje nam tej opieki, którą dawał ojciec. Poziom naszej energii w związku spada drastycznie. Często ludzie nie czekają, rozwodzą się, szukają kochanków, nie zdając sobie sprawy, że cykl za niedługo się powtórzy. Natomiast jeśli wiemy, że problem leży w naszych wyobrażeniach i przepływie energii, możemy zadziałać tak, że do naszego związku wróci to, co wydaje się przepadło.

Podkreślmy, że przepływ energii ma niebywały wpływ na nasze związki, że podświadomie w naszych partnerach szukamy tego, co dała nam matka lub ojciec. Gdy okazuje się, że nasz partner jest inny, bo wreszcie poznajemy go bez energetycznej euforii, często przeżywamy zawód, chcemy uciekać. To dziś w zasadzie stało się normą. Rzadko szuka się rozwiązań, najczęściej metodą Aleksandra Wielkiego, jednym ciachnięciem przecina się węzeł gordyjski. Carl Jung, zajmując się archetypową naturą naszej psychiki, uważał, że aby poznać naprawdę siebie i móc otworzyć się na wyższe wibracje, (oczywiście tak w skrócie, by nie robić tu wykładów psychologicznych), musimy poznać i zintegrować w naszym wewnętrznym „ja” zarówno cechy żeńskie jak i męskie. Mówiąc innymi słowy, odnaleźć w sobie, poznać i nauczyć się być ze swoim pierwiastkiem męskim lub żeńskim. Tak więc dla mężczyzny to będzie energia żeńskiej opiekunki, dla kobiety męskiego opiekuna, żywiciela, czy obrońcy. Słowem, w każdym z nas istnieją energie męskie i żeńskie. Poznanie ich w sobie to klucz do sukcesu i płynnego przepływu energii w związku. Gdy ludzie się poznają, jak pisałam wcześniej, ich energie się łączą, tym samym dają sobie wymiennie energie męską i żeńską, stając się od tej energii zależni. Z czasem poziom wspólnej energii spada i wtedy wraca się do swoich scenariuszy kontroli, czyli BIEDACTWA, ZAMKNIĘTEGO W SOBIE, ŚLEDCZEGO, TERRORYSTY.

Te scenariusze w nas są, a jeśli poziom energii spada, trzeba ją skądś wziąć. I tu jest sedno naszej wiedzy o energii w związkach. Zamiast walczyć o nią, trzeba zrobić wszystko, by poziom energetyczny związku się podniósł. Jeśli wiemy, jak przeciwdziałać scenariuszom kontroli, jeśli rozpoznajemy je także w sobie, to mamy szansę. Problem jednak w tym, że nikt nam nie mówi o tym przed wchodzeniem w związek. Nikt nam nie mówi, że najpierw trzeba w sobie odnaleźć przeciwległy pierwiastek, przeciwległą energię, by móc stworzyć naprawdę trwały układ, w którym nie będzie kradzieży energii, bo nie da się stworzyć związku wyższej jakości, jeśli wewnętrznie nie będziemy bezpieczni i kompletni. Gdy ja tworzyłam mój związek, nie miałam pojęcia o przepływie energii, schematach kontroli, o poszukiwaniu w sobie energii męskiej, może dlatego się nie udało. Teraz, wiedząc na czym to polega, działam. I choć nie zawsze się udaje, choć czasami wppadam w schemat złodzieja energii, to zdając sobie z tego sprawę, działam tak, by energia się wyrównwała. Nigdy nie jest idealnie, bo wahania energii pojawiają się cyklicznie, ale jeśli umiemy rozpoznać schemat, wiemy, jak zadziałać.
Mimo tego, co powyżej, chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Czasami spotykamy na swojej drodze ludzi tylko na jakiś czas, bo tak się umówiły nasze dusze, czasami to spotkanie to dla nas lekcja, wypełnienie karmy, coś co może trudno nam zrozumieć, zanim nie zaczniemy się nad tym zastanawiać. Czasami ten drugi człowiek pojawia się w naszym życiu na chwilę, bo miał do wypełnienia swoje zadanie lub my mieliśmy do wypełnienia swoje względem niego. To umowa dusz, powód, że się spotkaliśmy i połączyliśmy, choć na pewien moment. To nic innego jak lekcja dla nas, dla niej/niego i za każdą taką lekcję życiową należy być wdzięcznym temu, kto jej nam udzielił. Czasami trzeba wybaczyć jemu/jej, czasami trzeba wybaczyć sobie. Tak, wiem, niełatwo, szczególnie, gdy doznało się jakiś krzwd, ale wybaczyć nie znaczy zapomnieć. Wybaczyć, to wg mnie, wyciagnąć wnioski na przyszłość poprzez zadanie sobie prostych pytań? – po co to było?, co mi to dało?, jak żyć dalej, by nie znaleźć się znów w tym samym miejscu? I na tym polega odrobienie lekcji życia. 🙂

„Miłość to raptem słowo. Słowo z kina, z książki, z kolorowego pisma. Tak wielu ludzi wierzy, że wystarczy je wypowiedzieć i już będzie dobrze, bo ono uleczy, uratuje, oczyści. A to tylko słowo. Łatwo je wypowiedzieć, równie łatwo unieważnić. Ale spróbuj je przekształcić w prawdziwe, trwałe uczucie, zmień je w ściany domu, który stać będzie latami, niczym nie zagrożony i da ci szczęście, bezpieczeństwo, poczucie sensu i radości z każdej spędzonej wspólnie chwili. To jest trudne, a często niemożliwe. Niewielu to umie. Naucz się tego.”( Dorota Terakowska)
Żródło wpisu: James Redfield Niebiańska wizja
Zdjęcia : zasoby Google, https://pixabay.com/pl i https://www.lummi.ai/collection
A może zechcesz podzielić się ze mną swoimi przemyśleniami na zaproponowany przeze mnie temat?Jeśli tak, to bardzo chętnie zapoznam się z Twoją opinią.
W zakładce „Zanurz się w świecie energii” przeczytasz o sesjach oczyszczania i harmonizowania czakr i aury. Zachęcam do lektury bloga – wpisów nr 1 i 3, dotyczące energii.
A jeśli czujesz, że z Twoją energią jest coś nie tak, jeśli chcesz naprawić jej przepływ, napisz do mnie przez formularz.







